Wiedeń - Katedra Św. Szczepana , Dom Motyli , Cesarski Skarbiec , Prater

napisał:
Be the first to comment! Austria

 

Drugiego dnia mieliśmy w planie również zajęcia wieczorne (Prater), dlatego dzień zaczęliśmy dosyć wcześnie. (No dobra, taki był plan. Realizacja wyszła z pewnym opóźnieniem, jakim było wyjście z hotelu o ok. 11.00 :) ). A ponieważ należymy do „wędrowników” i staramy się maszerować bardziej niż jeździć metrem – pozwala to lepiej poznać miasto – to sporo czasu „tracimy” na przemieszczanie się. Za to możemy w ten sposób uelastycznić nasz plan „zaliczając” po drodze pewne elementy, które były w planie na inne dni.

Tym razem „po drodze” udało się dodatkowo odwiedzić Katedrę Św. Szczepana. Niesamowita budowla, robi wrażenie zarówno z dołu jak i z góry. Więcej o samej katedrze tutaj.

Pod katedrą znajduje się postój dorożek, w których, za 55 Euro, można sobie zrobić 20 minutową przejażdżkę po Wiedniu. Sam jechałem dorożką po raz pierwszy w życiu (tak, zrobiliśmy to ze względu na dzieci), ale jakoś nie miałem poczucia obciachu, czego się spodziewałem i co powstrzymywało mnie do tej pory przed zaspokojeniem marzeń dzieci o „królewskiej podróży”.

Po odwiedzeniu Katedry skierowaliśmy się do Domu Motyli (Schmetterling Haus), gdzie w dużej hali latają swobodnie setki motyli, a odwiedzający spacerując między nimi, mogą się przez chwilę poczuć jak podróżnicy zwiedzający tropikalną dżunglę. To wszystko – na całe szczęście - bez obaw o zostanie zjedzonym lub ukąszonym przez dybiące na ciekawskiego wijące się, latające, skaczące (jak kto woli) przerażające stwory. W końcu to przecież szmeterlingi a nie jakieśtam motylki :). Ciekawe przeżycie, głównie dla dzieci, ale nie tylko dziewczynek. Warto odwiedzić.

Na powrocie zwiedziliśmy jeszcze Cesarski Skarbiec. Ciekawe opisana i dobrze „zaudioprzewodnikowana” (ale niestety bez wersji polskiej) wystawa klejnotów, relikwii i pamiątek cesarskich. Wrażenie robi bogactwo zdobień cesarskich szat i największy na świecie szmaragd, wielkości dużej gruszki (i zbliżonego kształtu). A do tego gwóźdź z Krzyża Pańskiego.

Na koniec zmiana klimatu i wieczorna wizyta na Praterze, czyli w najstarszym europejskim wesołym miasteczku.

Przed wyjazdem czytaliśmy o tym, że Prater już rzekomo odstaje od innych wesołych miasteczek swoimi wiekowymi atrakcjami. Moje wrażenie było wręcz przeciwne.


Spokojnie dotrzymuje kroku paryskiemu Disneylandowi, przebija polski Zator (też polecam !) i parę innych wesołych miasteczek, które zwiedziliśmy. Zwłaszcza w grupie „extreme”. Trzy duże rollercoastery (w tym jeden olimpijski gdzie nieszczęśnicy są wożeni w kółko w pionie po kołach olimpijskich), wyrzutnia typu proca, gdzie - przynajmniej patrząc z dołu – można było sądzić, że śmiałek wystrzeliwany jest do granic atmosfery, katapulty, sombrera i inne tego typu atrakcje moim zdaniem stawiają Prater zdecydowanie na podium.

Przy okazji przekonałem się, że jestem już stary, bo mdłości wzbudza u mnie samo patrzenie na „kręciołki”. Nie wspominając nawet o skorzystaniu z możliwości przejażdżki. No ale co robić, licznik bije.

Maluszki też znajdą na Praterze coś dla siebie, chociażby wersję mini autek elektrycznych, gdzie już kilkulatki mogą samodzielnie porozbijać się samochodzikami.

Jedyna uwaga jest taka, że jest szalenie drogo. Nie ma opłaty za wstęp, natomiast płaci się za każdą atrakcję osobno. Cena pomiędzy 2,5 a 4 euro powoduje, że dziesiątki i setki euro śmigają z prędkością światła. Polecam kupić pakiet 13 atrakcji za 39 euro. I tak będzie za mało, ale przynajmniej średnia wyjdzie niższa ;).

A na kolację proponuję Brotwurst gigant w formie hot-doga. I oczywiście wszechobecne piwo Zapfer.

(dla pełnoletnich rzecz jasna).

---

Chcesz wiedzieć więcej o Wiedniu?

Zobacz moje pozostałe wpisy o tym mieście:

Ostatnio modyfikowane: niedziela, 12 listopad 2017 19:21
(0 głosy)
Czytany 844 razy

Zostaw komentarz

Upewnij się, że wpisałeś wszystkie wymagane informacje, oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML nie jest dozwolony.